O seksualności i nie tylko – c.d.

Ola w komentarzu do poprzedniej notki pisze, że osoby z ChAD w momentach nasilenia choroby nie są w stanie rozróżnić prawdziwego uczucia miłości od zwykłego pożądania. Ech, często zdrowe osoby nie potrafią rozróżnić jednego od drugiego ! :D Jakże często jest tak, że ludzie mylą pociąg z głębszym uczuciem, wiążąc się z kimś dlatego, że się jej/jemu podoba – a potem, gdy z czasem atrakcyjność mija, są ludzkie tragedie, rozstania… Natomiast jeśli chodzi o ChAD to chyba zdecydowanie nie o to chodzi. Zdrowy człowiek potrafi czuć pożądanie do jednej, czy drugiej osoby. Ale nie do niemal każdej napotkanej ! Takie pożądanie jest objawem dysfunkcji mózgu, spowodowanej chorobą. Na jednym z wątków portalu Psychiatria.pl ktoś wspominał o tym, że w chorobie czuł pożądanie do wielu osób i bez znaczenia przy tym było, czy była to kobieta, mężczyzna, osoba młodsza, stara, czy… nawet dziecko. Z całą pewnością nie ma to nic wspólnego z pożądaniem, jakie może np. odczuć facet widząc bardzo dlań atrakcyjną kobietę na ulicy. Owszem, takiemu facetowi myśli zakłębią się w głowie i odprowadzi tę kobietę wzrokiem, oddając się na chwilę miłym marzeniom, ale idąc dalej nie obejrzy się po kilku krokach za kolejną panią, a potem za jeszcze kolejną, i następną, następną…

Ludzka seksualność – ludzka rzecz. „Homo sum humani nihil a me alienum puto”, więc staram się nie oceniać nigdy nikogo właśnie między innymi w kwestiach seksualności. Nie interesuje mnie nigdy, kto, gdzie, z kim, kiedy i jak. I w przypadku Zosi przerażał mnie więc nie tyle fakt jej bliskiego obcowania z różnymi panami, ile to, że jeden z nich był kryminalistą sporego formatu, poprzednio skazanym za próbę wywozu 15-latki do Holandii – zapewne w wiadomym celu; takim samym towarem mogła stać się i Zosia. Natomiast przy całej mojej tolerancji i otwartości na sprawy seksu jedno dla mnie jest niepodważalne: w seksie wszystko jest możliwe, dozwolone, normalne i akceptowalne tak długo, jak długo w ten sposób nie wyrządza się krzywdy innemu człowiekowi – fizycznej lub psychicznej. Niestety lektura opowieści osób chorych pokazuje jednoznacznie, że odhamowania seksualne charakterystyczne dla choroby afektywnej dwubiegunowej praktycznie zawsze taką krzywdę wyrządzają.

Właśnie miałem ciekawą wymianę maili z jedną z osób czytających tego bloga. W naszej rozmowie mocno poruszane były właśnie kwestie seksualności. Uświadomiłem sobie przez to po raz kolejny, jak trudno jest zrozumieć mechanizmy rządzące zachowaniem chorego w ataku manii – nie tylko w kontekście seksualności, ale też w każdym innym. Wiem, CO może się w manii zdarzyć. Rozumiem, KIEDY i DLACZEGO może się zdarzyć. Ale ni cholery nie potrafię wejść w skórę chorego by mieć jakieś „dane na wejściu” do przemyślenia, czy w ogóle jest możliwe w jakikolwiek sposób zapanowanie nad swoim zachowaniem, odruchami, instynktami w manii. ROZUMIEM zachowania i zjawiska. ale tego NIE CZUJĘ… Gdybym mógł cofnąć czas, zrobiłbym wszystko, by ochronić Zosię – ale skoro nawet teraz mając wiedzę, której nie miałem wtedy, nadal tylu rzeczy „nie czuję”, to jak mógłbym Ją ochronić ?…

Seksualność – jedną rzecz trzeba wyjaśnić…

Z rzadka zaglądam na tego bloga, ale od czasu do czasu sprawdzam, czy pojawiają się jakieś komentarze. Tak też zrobiłem teraz i znalazłem bardzo ciekawy dla mnie komentarz Chaderki do poprzedniego wpisu. Komentarz, który dał mi do myślenia, pisany z punktu widzenia osoby chorej, która wie coś, czego ja nie będę tak do końca wiedział nigdy: co tak naprawdę czuje się w manii, depresji, remisji. To bardzo ważny dla mnie i cenny głos, za który dziękuję. Aczkolwiek z treścią ośmielę się nie całkiem zgodzić.

Chaderka pisze, że nie dopuszczam do świadomości tego, że Zosia czasami czuła do mnie silne pożądanie: w manii pragnęła mnie i to ja drażniło, w remisji „ogarniała” siebie, w depresji ogólnie miała wyrzuty sumienia.

Droga Chaderko, ja dobijam 50-ki, jestem praktycznie rzecz biorąc już starszym panem, „podtatusiałym”, ze sporym „mięśniem piwnym” i nadzwyczaj odległym wspomnieniem po bujnej czuprynie. Rozumiem z lektury wspomnień osób chorych, że w tej chorobie można czuć pociąg nawet do ostatniego menelika, ale jednak w głowie mi się nie mieściłoby, że do mnie. Być może coś w tym, co piszesz, było (na poziomie chorobowym), ale wokół niej było zawsze sporo znajomych, także chłopaków i mężczyzn, którzy zdecydowanie bardziej mogli robić na niej wrażenie. I z którymi, co wiem po czasie, „zdarzało się” jeszcze na długo przed eskalacją choroby, opisaną na samym początku tego bloga.

Jeśli było tak, jak piszesz, choćby w jakiejś tam części, musiałoby to być głęboko skrywane. Wiedząc, że w manii mogą zdarzać się takie stany niepanowania nad popędem, muszę jednak powiedzieć całkiem obiektywnie jedno: przez wiele lat nie było z jej strony żadnych zachowań, które potwierdzałyby to, co podejrzewasz.Czy były aż tak głęboko skrywane ? Czy chory na ChAD przy całej niestabilności swojej psychiki, nad którą często nie panuje, jest w stanie tak głęboko ukryć – celowo i świadomie ! – takie uczucia ? Czy da się tak w tej chorobie ? Ty możesz to wiedzieć, powiedz mi zatem, proszę.